Sponsor Ads
Hot Tags
CopyRight
AdultSingles Dating Service
Contents

Cena złota

Pub Date: Author:

 

Cena złota

Tysiące południowoafrykańskich górników pracują ponad 3000 metrów pod ziemią w straszliwej spiekocie. Wydobywają na powierzchnię skarb osiągający zawrotną cenę na światowych rynkach
Całe ciało przeszywa dreszcz, żołądek podchodzi do gardła, a w uszach narasta ból. Gdy zjeżdża się pierwszy raz pod ziemię, człowiek naprawdę czuje strach.
Jest kilka minut po siódmej. Do windy wcisnęli się ostatni górnicy porannej szychty. Lodowaty wiatr hula po szybie. To klimatyzacja. Bez niej nie dałoby się wytrzymać na dole. Po ścianach sączy się woda, żeby związać unoszący się wszędzie pył. Rozlega się dzwonek i windziarz opuszcza kratę. Metal z piskiem ociera się o szynę, dookoła panuje półmrok. Jedno szarpnięcie i metalowa klatka pędzi w dół.

fot. AFP


Winda zjeżdża z prędkością szesnastu metrów na sekundę. Wiatr dmucha od dołu przez kombinezony i ze świstem wylatuje przez kołnierz. Jeżeli ktoś nurkował w morzu, zna uczucie pojawiające się w uszach. Podobnego wrażenia doświadcza człowiek zjeżdżający do wnętrza ziemi: z sekundy na sekundę narasta ciśnienie w bębenkach. Trzeba połykać ślinę i szeroko otwierać usta, żeby złagodzić nasilający się ból.

To uczucie trapi tylko nowicjuszy. Ktoś taki, jak Jakalas nawet tego nie zauważa. W milczeniu poprawia żółty kask i kiwa głową dla dodania animuszu. Po kilku minutach maszeruje ze swoimi ludźmi podziemnymi korytarzami. Tak jak każdego dnia, zlani potem chwycą za wiertła i młoty. Wszystko po to, żeby zapracować na skromne zarobki i móc wyżywić rodzinę.

Pierścionek dla dalekiej narzeczonej

Jakalas pracuje pod ziemią już od 34 lat. Labirynt wyrobisk i szybów zna jak własną kieszeń, a oczy i uszy już dawno przestały się czemukolwiek dziwić. Nie dlatego, że na wszystko zobojętniały. 51-letni górnik musi być czujny jak zwierzę. Fedruje na przodku i pilnuje, by jego grupa nie popełniła żadnego błędu. Nawet najmniejsze niedopatrzenie może kosztować życie.

Jakalas nie pracuje w pierwszym lepszym kopalnianym szybie, lecz w Moab Khotsong, najgłębszym i najdłuższym szybie górniczym na świecie. Inżynierowie wydrążyli go pionowo w czarnym kwarcu, na nieurodajnych obszarach położonych na zachód od Johannesburga. Niedługo technicy zamierzają zejść jeszcze niżej. Może nawet na głębokość czterech tysięcy metrów. A wszystko dlatego, że na dole spoczywa ogromny skarb – złoto.

Już w XIX wieku rejon Witwatersrandu stał się sławny dzięki pierwszym odkryciom złotego kruszcu. Okolica przypomina gigantyczną nieckę, skrywającą największe jego pokłady na świecie. Już w przeszłości Republika Południowej Afryki zawdzięcza złotu swój rozwój gospodarczy. Nawet dzisiaj na Przylądku Dobrej Nadziei działa ponad 1000 kopalni odkrywkowych i głębinowych, przekopujących ziemię w poszukiwaniu ponad pięćdziesięciu bogactw naturalnych. Johannesburg, dawne osiedle poszukiwaczy złota, wyrosło na barwną, milionową metropolię i najnowocześniejsze miasto na kontynencie afrykańskim. Tubylcy nazywali tę okolicę "eGoli" – miejsce złota.

Przypuszcza się, że w RPA spoczywa ponad połowa światowych rezerw złota. Nigdzie indziej inżynierowie nie przeprowadzają głębszych odwiertów niż na Przylądku Dobrej Nadziei. Kiedyś nie musieli tego robić, bo złoto leżało w górnych warstwach ziemi. Jednak z upływem czasu pokłady wyczerpały się i spółki górnicze coraz głębiej drążą w ziemi.

Czy opłacają się poniesione nakłady? Trzy, cztery tysiące metrów to zawrotne głębokości. Warstwy skał są tam nagrzane do temperatury 50 stopni Celsjusza. Johan Ferreira, menedżer Moab Khotsong nie wątpi w sukces. Inżynier mówi, że na dole jest jeszcze wiele do wydobycia. Ale z każdym metrem coraz trudniej pokonać opór ziemi.

I akurat teraz, kiedy koncerny chcą się posunąć głębiej, borykają się z kryzysem energetycznym, hamującym rozwój całej Afryki Południowej. Prąd stał się deficytowym towarem, ponieważ państwo zbyt mało i zbyt późno inwestuje w rozbudowę elektrowni. Dlatego w styczniu kopalnie musiały przerwać pracę na trzy dni. Wydobycie wznowiono, ale szok pozostał. Mimo to menedżer Ferreira nie ukrywa opymizmu. – Myślę, że damy radę – stwierdza. Celem jest dotarcie do głębokości czterech tysięcy metrów.

Dla inwestowania w wydobycie złota nadeszły pomyślne czasy. Jeszcze nigdy szlachetny metal nie był tak rozchwytywany. Kiedy światową gospodarką wstrząsają krachy giełdowe i skandale bankowe, inwestorzy szukają bezpiecznych lokat kapitału i lokują więcej pieniędzy w ponadczasowy kruszec. W krajach zaliczanych do rynków wschodzących, jak np. Indie, popyt na złoto rośnie z roku na rok. Tam podczas ceremonii zaślubin panna młoda ma na sobie pokaźne ilości złotej biżuterii. Również nowobogaccy Rosjanie kochają i masowo kupują złoto.

Gdy ziemia drży

Ostatnie przestoje w Republice Południowej Afryki, spowodowane brakiem prądu, wywołały kolejną podwyżkę rynkowej ceny złota. Niektórzy analitycy spodziewają się, że jedna uncja kruszcu (31,1 grama) wkrótce pokona barierę tysiąca dolarów. Na początku marca kosztowała już 985 dolarów.

Kopalnia Moab Khotsong należy do koncernu AngloGold i stoi w przededniu złotych czasów. Pierwsze odwierty przeprowadzono już w 1991 roku. Menedżer Ferreira dodaje, że dopiero od dwóch lat kopalnia zaczęła na siebie zarabiać. W 2013 roku będzie się tu wydobywać 1,2 tony złota. Koncern zamierza eksploatować kopalnię do 2048 roku i liczy na zysk w wysokości dwustu milionów euro rocznie.

Dlatego też górnicy wiercą ziemię w pocie czoła. Tego ranka Jakalas i jego ludzie pracują w sztolni łączącej dwa szyby. Idą tam dziesięć minut oświetlonym tunelem, potem skręcają w ciemne rozwidlenie. Na antracytowych ścianach migają światełka latarek mocowanych na kaskach. Klimatyzacja pracuje na pełnych obrotach, mimo to pod ziemią panuje tropikalny żar.

Na końcu tunelu górnicy podparli metalowymi stemplami kamienne sklepienie. Jakalas kontroluje podpory, zanim ludzie włączą wielkie górnicze wiertarki. Bez ochraniaczy na uszach nie da się wytrzymać hałasu maszyn. Po upływie kilku minut Jakalas daje znak, wiertło milknie, a przodownik woła do siebie gościa. – Ty teraz fedruj – krzyczy, a jego ludzie uśmiechają się pod nosem.

Już samo trzymanie monstrualnego urządzenia jest wielką sztuką. Kiedy wiertło zaczyna wibrować, dla kogoś niezaprawionego w górniczym trudzie wkuwanie się w ścianę graniczy z cudem. Po upływie sześciu, siedmiu sekund brakuje sił. Ramiona ciążą jak ołów, po twarzy spływa pot, a górnicy mają chwilę rozrywki.

Zazwyczaj na tych głębokościach nie ma wielu okazji do śmiechu. Robota jest ciężka, zwłaszcza w wąskich korytarzach, gdzie nie da się stać. Jakalas zna cenę czołgania: kłucie w plecach, ból w stawach. I co jakiś czas człowieka nachodzi strach przed wstrząsami sejsmicznymi, nawiedzającymi region górniczy Południowej Afryki. Tak było 20 lipca 2007 roku, kiedy zginęło dwóch kolegów Jakalasa. Ziemia zaczęła drżeć w piątek. W jednym z szybów oderwała się kamienna lawina i zasypała dwóch ludzi. Dopiero po dwóch dniach udało się ich odkopać.

To nie są odosobnione przypadki. Co roku prawie dwustu górników umiera w tutejszych kopalniach. W październiku rodziny przez 36 godzin drżały o życie 3200 mężczyzn pracujących w kopalni "Harmony Gold". Nie mogli opuścić wyrobisk, bo w szybie windowym zerwał się kabel. Ostatecznie wyciągnięto ich całych i zdrowych na powierzchnię, ale wypadek wywołał falę oburzenia. Najwidoczniej przyczyną awarii była zła konserwacja urządzeń. Dwa miesiące później na Przylądku Dobrej Nadziei strajkowało 240 tysięcy pracowników kopalń. Nie żądali wyższych zarobków, tylko większego bezpieczeństwa.

Menedżer Ferreira zna burzliwe dyskuje i wysuwane zarzuty. Mimo to uważa, że Moab Khotsong należy do najbezpieczniejszych wyrobisk w kraju. Prezentuje tuzin certyfikatów oprawionych w złote ramki – wiszących obok jego biura i dokumentują przestrzeganie wysokich standardów bezpieczeństwa. Ale i on nie potrafi kłamać: praca w kopalni na głębokości trzech tysięcy metrów jest niebezpieczna. Wprawdzie można zmniejszyć zagrożenie, ale nie da się go całkowicie usunąć.

Wiedzą o tym również górnicy. Jakalasa chwilami ogarnia ochota, by choć na kilka sekund uciec z ciemnych wyrobisk. Krąży wtedy myślami daleko od kopalni, wokół własnego, odległego skarbu. Nie, nie jest ze złota. Skarb Jakalasa to nie zimny metal. Ale zanim o nim opowie, musi znowu zabrać się do harówki. Później przyjdzie czas na snucie marzeń.

Jedenaście gramów na tonę

Na dole złoto jest wtopione w kamienie, przypomina niepozorne, ciemne plamy i tylko wprawnemu oku zdradza swą prawdziwą wartość. Ciągnie się wąskimi, ukośnymi pasami na głębokości pięciu tysięcy metrów. Aby się do niego dostać, trzeba zakładać ładunki wybuchowe. Górnicy wiercą otwory w ciągu dnia. Kiedy wszyscy opuszczą kopalnię, do pracy przystępują strzałowi. Potem na dół zjeżdża nocna zmiana i uprząta kamienne złomowisko.

Następnie żwir ładuje się na wagoniki i wywozi windami towarowymi na powierzchnię. Tam jest miażdżony i poddawany obróbce chemicznej. W ten sposób górnicy wydobywają dziennie 8 tysięcy ton żwiru. Dwa tygodnie później błyszczące sztabki złota spoczywają w magazynie w Johannesburgu. Z tony żwiru można uzyskać tylko 11 gramów złota.

Za zarobione na dole pieniądze górników nie stać na kupno takich skarbów. Szeregowy robotnik zarabia w przeliczeniu 250 euro miesięcznie. Do tego dochodzą premie za dobrą i szybką pracę. To niedużo, ale i tak więcej niż dostaje większość biedaków w Południowej Afryce. Jakalas mówi, że jest zadowolony z pracy w kopalni, a jego żona jeszcze bardziej, ponieważ regularnie, pod koniec każdego miesiąca przynosi do domu plik banknotów.

Często Jakalas nie pojawia się w domu. Jak wielu rodaków jest robotnikiem sezonowym. Wszyscy mieszkają w chatach w pobliżu kopalni. Jeżeli Jakalas chce pojechać do domu, musi zaplanować jeden dzień na dojazd. Pochodzi z małego państwa Lesotho na południu Afryki, oddalonego o 500 kilometrów. Ma tam dwoje dzieci. Czy ma też dzieci w Moab Khotsong, pozostaje jego tajemnicą, bo na pytanie odpowiada zażenowanym uśmiechem.

Ponieważ pracownicy kopalni pochodzą z odległych stron, nierzadko żyją w kilku związkach. Dokładniej mówiąc, kursują między trzema światami: kopalnią, w której znikają na szychty, osiedlem robotniczym, gdzie odpoczywają w dni wolne od pracy i czasami się upijają, i domem w dalekiej ojczyźnie, gdzie czekają żona i dzieci.

A skarb Jakalasa, o którym była wcześniej mowa? Strzeże go u siebie w domu, w Lesotho. Uwielbia go dotykać, karmić, a ten czasami nawet odwzajemnia mu się pełnym zadowolenia spojrzeniem. Wtedy Jakalas uświadamia sobie, jak to dobrze, że ma tę krowę.

0 Vote Keywords: Facet Euro2008 Politycy Świat Polskie szukaj CNN Biznes Nauka Historia Podróżuj Zakupy
CategoryKiosk
Relational LinksOriginal Text Remove Links Del