Sponsor Ads
Hot Tags
CopyRight
AdultSingles Dating Service
Contents

Mierda, czyli co Kubańczycy myślą o reformach Raula

Pub Date: Author:

Wracam do Hawany po niespełna dwóch latach od poprzedniej wizyty. Bo Kuba ponoć się zmienia, bo stalowe łapy rewolucji mniej już kurczowo trzymają w braterskim uścisku wdzięczny, choć niedożywiony naród.

Pierwsze wrażenia na lotnisku zdają się to potwierdzać. Tym razem nie ma świdrowania rentgenowskim wzrokiem sondującym najulotniejsze choćby kontrrewolucyjne motywacje kamuflowane za turystycznymi deklaracjami. "Paszport proszę, zdjąć okulary, witamy na Kubie, następny!"

Wszystko odbywa się ekspresowo, a bagaż obwąchuje pies niezdolny najpewniej wytropić najbardziej choćby wywrotowej literatury.

Ale już w drodze taksówką do miasta widzę, że życie toczy się tu dalej na tę samą rewolucyjna nutę. Z wielkich billboardów Fidel grozi palcem, otuchy w rewolucyjnych wyrzeczeniach dodaje Che Guevara, a pierwszomajowe hasła podnoszą morale przed świętem miłujących socjalistyczne ideały robotników.

Muszę wynająć mieszkanie. - Ale będę z tobą mieszkać, rozumiesz? - mówi stanowczo właścicielka. Przez moment myślę, że to jakaś brutalna matrymonialna uzurpacja i desperackie pragnienie ucieczki z Kuby, zwłaszcza że hiszpańskie słowo vivir można zrozumieć zarówno jako „mieszkać”, jak i „żyć”.

Ale to tylko strach przed inspektorami mieszkaniowymi, którzy krążą po mieście i strzegą ducha i litery prawa, które nie dopuszcza takiej możliwości jak wynajęcie lokalu, w którym się samemu nie mieszka.

Pierwszy spacer po mieście. Ludzie snują się pośród ruin, które swym trwaniem wystawiają najlepsze świadectwo przedrewolucyjnym budowlańcom. Mieszkańcy getta jak zwykle sobie radzą, nie tracąc przy tym pogody ducha. Aktor Michael Caine, opowiadając o swojej starości, mówił, że jedyną dla niej alternatywą jest śmierć, więc ludziom starym nie pozostaje nic lepszego, jak cieszyć się życiem. Podobnie myśli Kubańczyk - skoro nie jest w stanie poprawić swego losu, to czemu nie miałby się dobrze bawić.

Plaza de Armas w odnowionej niewielkiej części Starej Hawany niechcący przypomina, jak pięknym miastem była Hawana, zanim zmasakrowała je rewolucja. Poznaję tu Juana. Handluje nielegalnie cygarami, dla państwa pracować nie chce.

- Nękają mnie, że nie pracuję, straszą więzieniem. Potrzebują więźniów, bo wysyłają ich do pracy w polu za dwa dolary miesięcznie - mówi. Ale przyznaje, że coś się jednak zmienia, bo Kubańczycy mogą teraz kupić choćby komputer czy odtwarzacz DVD. Ale Juan - mówię - cóż to za wyczyn, że rewolucja zorientowała się, że DVD w domu obywatela to nie koniec świata? I co wy macie na DVD oglądać? Przemówienia Fidela?

To świetnie, że ludzie mogą kupić telefon komórkowy, ale czy to znów taka wielka zasługa rządu, że pozwala na coś, co gdzie indziej jest codziennością i coś, na co gdzie indziej ludziom nie przyjdzie do głowy oczekiwać aprobaty Rady Państwa.

Błąkam się po Hawanie w poczuciu bezpieczeństwa, które komuś, kto jak ja przyleciał tu z Meksyku, musi się wydać niezwykłe. To oczywiście bezpieczeństwo państwa policyjnego, ale niewykluczone, że Kubańczycy zatęsknią kiedyś za bezpieczeństwem lat rewolucji jako jej jedynym realnym sukcesem.

Hawańskiego policjanta poznaję, gdy jest jeszcze na służbie, ubrany w mundur. Boi się, że ktoś nas zobaczy, więc umawia się ze mną kilka godzin później i przychodzi już po cywilnemu. Ale nadal rozgląda się nerwowo na boki.

Kuba jest państwem policyjnym? - pytam. - W Hawanie mieszkają dwa miliony ludzi - odpowiada oficer. - Nie przesadzę wiele, jeśli powiem, że połowa z nich to policjanci, bezpieka i inne takie służby.

Późną nocą w Parque Central, tuż pod Kapitolem, spotykam Rolando, 40-letniego inspektora mieszkaniowego. - Raul to taka sama mierda jak Fidel - mówi. - Dopiero co wystąpił w telewizji i mówił, że skoro wytrwaliśmy 50 lat, to wytrwamy kolejne 50. Ale kto to wytrzyma? Niech sam ze swoją matką, niech w pokoju spoczywa, trwa na straży rewolucji.

Lazaro, sprzątacz w szkole, po pracy kręci się wśród turystów z nadzieją na dodatkowy zarobek. Obwieszony tombakiem atletycznej budowy 20-letni Murzyn oferuje cygara, pyta, co przywiozłem na handel, proponuje niezapomniane chwile z nieziemskiej ponoć urody Kubanką za 40 czy 50 dolarów.

Pytam go, czy ktokolwiek na Kubie popiera jeszcze reżim. - Ależ oczywiście - uśmiecha się ironicznie. - To nasz obowiązek popierać władzę. Jedyna nadzieja, że umrze i Raul, i Fidel - dodaje. Żona Lazaro rozgląda się nerwowo i trąca go ostrzegawczo. - Nie życzę im tego - dodaje Lazaro, zanim odchodzi pospiesznie - ale to jedyna szansa dla Kuby.

 
Źródło: Gazeta Wyborcza

1 Vote Keywords: mitsubishi fuso trucks
CategoryŚwiat
Relational LinksOriginal Text Remove Links Del